Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

Na skalnym Podhalu - streszczenie

Jak się Józek Smaś pojechał wysłuchać

Smaś jest zbójnikiem, więc żyje jak zbój. Ma trochę na sumieniu, ale poza tym stara się ludziom pomagać. „Zyjem, bok się urodził; umrem, bo przyjdzie śmierć. Wiem że góry som jest niemałe, bok bez nie seł; wiem, jako ogień pali, woda gasi, ale o Panu Bogu lemze telo wiem, co o tym królu, co se ta we swojej stolicy kasi władzę”. Zdarzyło się raz, że podczas polowania zaskoczyła zbójnika śnieżyca. Trzy dni spędzone pod skałą skończyły się chorobą, na którą zaradzić nic nie umiały nawet stare góralki. W końcu poleciły mu wybrać się do kościoła i pojednać z Bogiem. Józek idzie na spotkanie z Krystusem w pełnym zbójeckim rynsztunku, a do tego z kapelą. Po swojemu chce przywitać  „gazde na niebie”.


Po spowiedzi, na której wyznał wszystkie swoje grzechy (nie za duże i bez potrzeby niepopełnione), Smaś ozdrowiał. Postanawia poprawę. „Nie bedem więcyl zbijał, kie sie Ty w tym tak nie ciesys”.



O Panu Jezusie i Zbójnikach

W lesie spotykają się gromada zbójników oraz dwóch świętych. To Pan Jezus i Piotr Paweł. Góralom udaje się namówić wędrowców, by przyłączyli się do nich. Tak też się dzieje. Po drodze zbójnicy dzielą się chlebem z głodnym, otulają zmarznięte dziecko, wyciągają z płomieni kobietę. Mimo to w mieście zostają postawieni przed sąd. Świętych potraktowano łagodnie, choć przecież nikt jeszcze nie wiedział kim są. Orientują się dopiero, kiedy Pan Jezus zaczyna rozmawiać z wydającymi wyrok. Wszyscy klękają. Ze zbójników czyni Pan Jezus jabłonie, pobłogosławiwszy im wcześniej. Sędziowie muszą opuścić miasto.